Z perspektywy Sławka
- Wytłumacz mi wszystko po kolei. – Poprosiłem jak tylko Wiktoria opuściła pomieszczenie. Naprawdę chciałbym się w końcu wszystkiego dowiedzieć.
- Jesteś pewien, że sobie poradzisz? Możemy zaczekać aż Wiktoria wróci, nie powinno zająć jej to, aż tak dużo czasu. – Zamyśliłem się na chwilę analizując swoje ostatnie zachowanie oraz myśli.
- Udało jej się mnie zmienić. Naprawdę nie wiem jak by zareagowała gdybym zrobił ci krzywdę. Nie zaryzykuję utraty jej. Nie będzie miała serca mnie zabić niezależnie od tego co uczynię. Jeśli postanowi się ode mnie odsunąć, jedyne co mi pozostanie to siedzenie jej w głowie. Trudno jest mi pozwalać na to by każdego dnia ode mnie odchodziła, ale mam świadomość, że wróci. Nie wiem, naprawdę nie wiem czy wytrzymam nie mogąc jej widywać, dotykać. Wciąż mogę mieć nadzieję na to, że zgodzi się ze mną być na zawsze. Nie chcę zmarnować szansy jaką mi dała. Nie mogę mieć pewności czy otrzymam drugą.
- Dobrze. To zaczynam raz jeszcze, skoro udało nam się ustalić co wiesz. Henryk w tamtym momencie sprawował władzę absolutną. Z opowieści wiem, że był mądrym królem, dlatego został wybrany. Jednak z czasem intrygi zmieniły go i stał się bezwzględny. Nie zauważyłeś u niego zmiany?
- W którymś momencie rzeczywiście stał się trochę oddalony. Smutny. Ale zbyt go szanowałem aby pytać o jego życie prywatne.
- Plotki głoszą, że miał kochankę.
- Słucham? Przecież to Maria była jego partnerką.
- Jednak plotki mówią inaczej. Ponoć kochał się w Mariannie. Służce na jego dworze. Była człowiekiem, a kiedy groziła jej śmierć to przemienił ją w wampira.
- Kojarzę fakt przemiany, ale nigdy nie słyszałem aby coś ich łączyło.
- Nie mniej jednak tak było. Często wzywał ją na dwór. Radził się jej. Znikali razem w komnatach.
- Uważaj na słowa. Właśnie próbujesz powiedzieć że mój mistrz zdradzał swoją partnerkę. – Zacząłem na niego warczeć zaciskając dłonie w pięści.
- Mogę przerwać opowieść i wrócimy do niej po powrocie twojej partnerki. – Widziałem u niego delikatne zdenerwowanie. Jednak zamierzał zaryzykować swoim życiem abym mógł w końcu dowiedzieć się prawdy. Zamknąłem oczy i poszukałem w myślach Wiktorii.
- Widzisz, problem polega na tym, że system zaczyna się wieszać. Coraz więcej osób tutaj przybywa. Coraz więcej profili musiało zostać dodane. Kolejne nowe funkcje.
- Do czego zmierzasz.
- Po pierwsze musimy dalej powiększać bazę. Łóżek starczy jeszcze dla setek tysięcy osób, ale to wciąż mało. Po drugie odwieczny problem związany z jedzeniem, planowo za pół roku ma dojść do starcia. Jeśli tak się uda to możemy wyjść na powierzchnię i zwiększyć produkcję. W najgorszym razie polować na zwierzynę i transportować ze starych upraw warzywa i owoce. Jednak jest szansa, że nie wyrobimy się w czasie. Wtedy zacznie nam brakować jedzenia. Albo będzie trzeba zaryzykować że zostaniemy wykryci, albo trzeba powiększyć pomieszczenie z uprawami. Po trzecie potrzebuję dodatkowych części jeśli mam rozbudować system według nowych wytycznych. Muszę postawić dodatkowy serwer. Potrzebuję kogoś kto mógłby mi pomóc.
- Dobrze, w takim razie poruszę temat powiększenia bazy. Spisz listę niezbędnych ci części. Natomiast jeśli chodzi o pomoc, to zobacz kto ma odpowiednie kwalifikacje i znajdź sobie kogoś kto cię wesprze.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na Wojtka. Byłem już spokojny. Wystarczyła mi chwila w jej głowie, abym przestał odczuwać złość.
- Kontynuuj. – Pokiwał mi tylko głową, wiedząc co zrobiłem, jednak nie rozluźnił się.
- Maria zorientowała się, że Henryk ją zdradza. Stworzyła nieszczęśliwy wypadek w ramach którego Marianna zginęła. Twój mistrz nic o tym nie wiedział. Jednak zdruzgotany śmiercią ukochanej zmienił się. Jego decyzje zaczęły być nierozważne, nieprzewidywalne. Cały dwór zaczął dyskutować o jego niekompetencji. Niektórzy próbowali mu pomóc, ale nie chciał, aby ktoś wtrącał się w jego życie. Zabił wielu swoich przyjaciół i nie potrzeba było dużo czasu, aby znalazły się osoby, które chciały go zastąpić. Kandydatów było trzech. Każdy z nich miał odpowiednie przeszkolenie, oraz zdolności przywódcze. Jednak bardzo szybko jeden z nich zginął w tajemniczych okolicznościach. Pozostała dwójka niezależnie od siebie podkopywała autorytet Henryka. Między czasie dowiedział się o tym co zrobiła Maria. Był wściekły. Zabił ją i zwalił winę na kogoś innego, wyprawiając jego publiczną egzekucję. Niedługo po tym wśród elity zaczęły chodzić pogłoski o tym, że zwariował. Był ponoć wplątany w intrygi tak skomplikowane, że nie było jak wyjaśnić jego zachowań. – Powoli zaczynała odzywać się we mnie żądza mordu. Miałem świadomość, że nie brał udziału w tych wydarzeniach. Zaczynałem rozumieć, że mój mistrz nie był, aż tak wspaniały jak zawsze go postrzegałem. – W którymś momencie ktoś wpadł na pomysł, że możesz o wszystkim wiedzieć. Miałeś zostać porwany, aby zostało dokonane przesłuchanie ciebie. – Nie mogąc się powstrzymać zacząłem po cichu warczeć. Nie zrażony kontynuował opowieść. – Słuch po tobie zaginął. Nie zostały udostępnione żadne informacje, które mogłyby od ciebie pochodzić. Nikt nie wiedział co się z tobą stało. Zostało uznane, że musiałeś zostać zabity. Natomiast w tym czasie Jin wyzwał twojego mistrza do walki. Pokonał go choć nie do końca sprawiedliwie i został nowym władcą.
- W jaki sposób niesprawiedliwie? – Widziałem wahanie w jego oczach.
- Wiktoria już do nas wraca. Poczekaj pięć minut i opowiem ci całą resztę.
- W jaki sposób przebiegła walka. – Wstałem zaciskając pięści. To za mało powiedziane że byłem wkurzony. Zaczynałem powoli dostawać furii. Wojtek niewiele myśląc wstał i cofnął się. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ma coś do ukrycia.
- Powiedz mi cała prawdę. – Nie miałem pewności czy zrozumiał co powiedziałem bo moje słowa zmieniły się w warkot.
- Uspokój się. Za chwilę przyjdzie tu Wiktoria. Nie chcesz aby zobaczyła cię w takim stanie. Przecież zależy ci na swojej partnerce. – Był na tyle przerażony, że jego blokady nie były aż tak szczelne. Widziałem w jego głowie jak spędzał z nią czas. Jak ją przytulał. Dotykał. Nie miał prawa tego robić. Chyba zrozumiał co zobaczyłem bo próbował się teleportować, ale unieruchomiłem go mentalnie. Złapałem go za gardło przyciskając do ściany. Przebiłem się przez resztę jego barier i zobaczyłem wszystko to co chciał przede mną ukryć. Sytuację z moim mistrzem. To on zatruł mistrza, aby nie był w pełni sił, gdy walczył. To on był obecny w czasie walki, aby wspomóc gdyby zaszła taka potrzeba. Gdyby Jin nie dał rady to on byłby odpowiedzialny za śmierć Henryka. Dodatkowo miał styczność z Wiktorią. MOJĄ Wiktorią. Zbliżył się do niej dużo bliżej niż przyzwoitość na to pozwala. Wbiłem rękę w jego pierś w celu wyrwania jego serca. Jednak w tym momencie usłyszałem cichy krzyk. Warcząc odwróciłem głowę w tamtym kierunku. W drzwiach stała Wiktoria. Była blada jak ściana a po jej policzkach płynęły łzy. Płakała za swoim przyjacielem. Płakała bojąc się, że go straci.
- Błagam cię, puść go. – Szepnęła cicho cała drżąc. Mój gniew zaczął się powoli ulatniać. Zaczęła powoli iść w naszym kierunku. – Proszę cię. Zrobię co tylko zechcesz, ale nie rób mu krzywdy. Zostaw go w spokoju. – Cały się spiąłem na myśl, że Moja partnerka jest w stanie zrobić wszystko dla tego idioty. Spojrzałem na niego i powoli zaczęła do mnie docierać powaga sytuacji. Kretyn jest na granicy. Tak niewiele brakuje, a będę mógł go zabić. Nie do końca świadomie ścisnąłem jego serce, co wywołało u niego jęk bólu. Mięczak. Poczułem dotyk na ręce, którą miałem na jego gardle. Spojrzałem na nią. Na mój skarb. Weszła pomiędzy moje ręce. Położyła dłonie na mojej klatce piersiowej i patrzyła na nie. W dalszym ciągu była zalana łzami. – Przestań. To wszystko moja wina. Nie powinnam była zostawiać was samych. Przepraszam za to, przeceniłam twoje możliwości. Nie zabijaj go. Proszę. Dla mnie. – Zacząłem rozluźniać się pod wpływem jej dotyku. Postawiłem go na ziemi i zdjąłem rękę z jego gardła, aby móc pogłaskać jej policzek. Złapałem ją za brodę aby na mnie spojrzała. Widziałem ból zbyt wielki by można go było opisać. Delikatnie scałowałem kącik jej oka. Nie chciałem żeby płakała. Zwłaszcza przeze mnie. Zacząłem wyciągać rękę z Wojtka. Wytarłem całą krew w spodnie. Jednak nie dał rady utrzymać się na nogach i z jękiem zaczął osuwać się na ziemię. Zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować to Wiktoria już koło niego klęczała. – Proszę, napij się, to powinno ci pomóc. – Zaproponowała mu. Warknąłem w reakcji na to. On nie ma prawa pić jej krwi.
- Jestem twoim partnerem i nie pozwalam na to, aby ktoś inny pił twoją krew. – Po raz pierwszy odkąd weszła spojrzała mi w oczy. Widziałem w nich wściekłość porównywalną z moją. Aż zadrżałem pod jej wpływem i osunąłem się na kolana obok niej.
- Mogę mu pomóc, ale proszę cię, nie dawaj mu swojej krwi. – Szepnąłem do niej, mając nadzieję, że mnie posłucha. Dalej nie mogłem ręczyć za swoje czyny.
- Jeśli chcesz mi przeszkodzić w ratowaniu przyjaciela, to będziesz musiał mnie zabić. Wojtek, ofiarowuje ci swoją krew. – Jej słowa mnie zmroziły. Oddałaby za niego życie. Od ręki uwierzyła w to, że mógłbym ją zabić. Co ja zrobiłem, że moja własna partnerka tak źle o mnie myśli?
- Nie chcę zrobić ci krzywdy. – Udało się wychrypieć Wojtkowi. Udało mu się mimo stanu zlekceważyć jej słowa. Byłem pod wrażeniem jego siły.
- Nie pozwolę, abyś zrobił jej krzywdę. – Wiktoria cała się spięła i przesunęła w taki sposób, aby jak najbardziej zasłonić Wojtka przede mną. Poczułem się jakby ktoś wbijał mi szkło w serce. – Skoro podjęła decyzję o ratowaniu twojego życia, to nie mogę jej tego zabronić. Gdy zacznie brakować jej sił to zmuszę cię do zaprzestania picia. Spróbuję odnowić przy użyciu jej krwi komórki, które uszkodziłem. Jeśli to nie wystarczy to dam ci własną krew na wyrównanie strat. – Wojtek uwierzył mi, bo tylko pokiwał głową i wgryzł się w nadgarstek Wiktorii. Miałem problem by na to patrzeć, więc próbowałem skoncentrować się na niej. Delikatnie przełożyłem jej włosy na jedną stronę. Automatycznie zadrżała ze strachu i obrzydzenia. Straciłem ją. Straciłem wszystko co do tej pory udało mi się osiągnąć. Cała nasza relacja przez jeden mój błąd wisi na włosku. Ona tu już więcej nie wróci. Muszę się nacieszyć jej obecnością póki jeszcze mogę. Pocałowałem jej szyję. Zadrżała jeszcze bardziej.
- Proszę, nie gryź mnie teraz. – Dlaczego jej całkowity brak wiary we mnie, aż tak bardzo mnie boli?
- Nie zamierzam już bardziej cię krzywdzić. – Wydaje mi się, że nie uwierzyła w moje słowa, bo tylko spojrzała na twarz Wojtka. Usiadłem na tyle blisko niej, aby móc ją obejmować. Nie było potrzeba dużo czasu abym poczuł jak zaczyna się rozluźniać tracąc przytomność. Wyciągnąłem dłoń w kierunku Wojtka, aby zakomunikować mu, że ma przestać, ale złapała mnie za rękę zanim zdążyłem go dotknąć. - Nie chcę go zranić. – Nie miała pewności czy może mi zaufać, ale nie miała już siły się sprzeciwiać. Złapałem Wojtka za ramię i ścisnąłem. – Wystarczy. – Zwróciłem na siebie jego uwagę. Jednak tylko warknął i nie przestał pić. Wszedłem do jego głowy i dałem mu mentalny nacisk aby zakończył swoją działalność. Z oporem, ale oderwał się od jej krwi. Złapałem jej nadgarstek i skierowałem do swoich ust. Wiktoria zaczęła się trząść. Zamknąłem oczu z bólu jaki poczułem na jej reakcję. Polizałem ugryzienie, aby je zamknąć. Następnie zwróciłem uwagę na Wojtka. Regenerował się, ale powoli. Położyłem rękę na jego piersi i kontrolowałem jej krew, która w nim krążyła. Zmobilizowałem go do szybszego samouzdrawiania. Jej krew była wystarczająco pożywna, aby go uzdrowić, aby mógł wstać i pójść dalej. – Ofiarowuje ci moją krew. – Powiedziałem do niego dając swój nadgarstek. – Wgryzł się nie do końca wiedząc co się dzieje. Dopiero po chwili zrozumiał co robię. Chciałem, aby napił się ze mnie na tyle dużo, aby mnie osłabić. Wiktoria będzie chciała stąd wyjść. Nie będzie chciała wrócić. Nie mam na tyle dużo samozaparcia, aby jej nie zatrzymywać. Ale może napić się ze mnie na tyle dużo, abym nie miał siły jej zatrzymać. Nie mógł się zdecydować czy mnie podziwia czy uważa za idiotę, jednak powoli przestawał się mnie bać. Skupiłem swoją uwagę na Wiktorii. To jest ostatni moment gdy mogę ją dotykać, kiedy mogę być tak blisko niej. Zaciągnąłem się jej zapachem i nie odrywałem od niej spojrzenia. Chciałem zapamiętać każdy centymetr jej ciała. Gdy zacząłem czuć lekkie osłabienie to postanowiłem wejść do jej głowy. Jeśli wypije ze mnie zbyt dużo krwi to mogę nie mieć siły aby być w jej myślach, a nie mogę mieć pewności czy przyjdzie mnie nakarmić.
- Dziękuję. – Odpowiedział Wojtek kiwając do mnie głową. Nie miał mi za co dziękować.
W końcu to wszystko się skończyło. Nie mogłam przestać obserwować Wojtka, ale wyglądał jakby odzyskał większość sił. Wstał powoli i wyciągnął w moją stronę dłoń, aby pomóc mi wstać. Uśmiechnęłam się do niego przez łzy, ale zanim zdążyłam podnieść rękę to usłyszałam warkot i zostałam odciągnięta do tyłu przez Sławka. Ogarnęło mnie przerażenie na tyle wielkie, że nie mogłam przestać się trząść. Bałam się go. Tego, że mógłby chcieć, zrobić jeszcze komuś krzywdę. Tego, że mógłby chcieć mnie tutaj zatrzymać wbrew mojej woli i nikt nie miałby szansy mi pomóc. Poczułam jak jego ręce puszczają moje ciało i przekręcił mnie w swoją stronę.
Nie mogłem patrzeć na jej ból. Strach wypełniał całe jej myśli. Starłem z jej twarzy ostatnie łzy. Była zaczerwieniona, ale jeszcze chwila i wszelkie oznaki płaczu znikną.
- Nie bój się mnie.
- Jak mam się ciebie nie bać? – Zapytała się cicho, jakby się bała, że jeśli odpowie choć trochę głośniej to mogę się rozzłościć.
- Przepraszam cię.
- Nie masz mnie za co przepraszać. To Wojtka prawie zabiłeś.
- Ciebie również przepraszam. – Odezwałem się zerkając przelotnie na Wojtka. – Nie zamierzałem do tego wszystkiego dopuścić.
- To jak do tego doszło? – Spytała już ciut pewniejszym tonem.
- Wojtek miał spory udział w śmierci mojego mistrza. Po za tym przekazał mi informacje, które mocno mną wstrząsnęły.
To wszystko moja wina. Było dla niego za wcześnie. Zostawiłam go samego w czasie, gdy nie do końca nad sobą panował. Znowu podjęłam złą decyzję, która mogła by się skończyć czyjąś śmiercią. Wojtek mógł zginąć przez mój nadmiar pewności siebie. Gdyby nie ja, to do niczego by nie doszło.
- Przestań się obwiniać. Ta sytuacja nie jest twoją winą.
- Jest, przecież gdybym tutaj była to do niczego by nie doszło. Zaraz, zaraz. Znowu czytasz w moich myślach! – Poczułem falę złości z jej strony. Cały jej strach w jednej chwili wyparował. Zaczęła się cofać wchodząc w bezpieczną strefę. Wstałem chwiejnie na nogi, ale nie miałem wystarczająco dużo siły, aby się utrzymać. Wojtek, aż zbyt dobrze wykonał swoje zadanie. – Skoro cały czas siedzisz mi w głowie to musiałeś wiedzieć, że idę.
- Wiedziałem.
- Wojtek, dlaczego nie zaczekałeś aż wróciłam?
- Chciał, ale mu nie pozwoliłem. Byłem już zbyt wściekły, aby logicznie myśleć.
- Złość nie zwalnia od myślenia. Jesteś niemożliwy!
Gdyby tylko udało mi się stworzyć tarczę. Dzięki której nie mógłby czytać moich myśli.
- Błagam cię, nie próbuj. – Cofnęła się jeszcze o krok.
Tarcza musiała by być przezroczysta i trwała. Trochę jak ta, którą stworzyłam w pośpiechu, gdy zaczęła dziewczynka biec za piłką.
- Wiktoria, zlituj się. – Byłem przerażony. Co jeśli jej się uda? Zamknęła na chwilę oczy. Wzięła głęboki wdech. Następnie wraz z wydechem otwierała oczy, a ja zostałem gwałtownie wyrzucony z jej głowy. Z resztą tak samo jak Wojtek, który cofnął się o krok i delikatnie zgiął. Wyglądał na przerażonego.
- Wiktoria. – Szepnąłem cicho. Próbowałem wejść do jej głowy, ale nawet nie byłem w stanie wyczuć jej obecności. Nawet jej zapach do mnie nie docieram. – Błagam cię, zrobię co zechcesz tylko zdejmij barierę.
- Nie masz co na to liczyć. – Odparła ostro co odbiło się na mnie jak smagnięcie mieczem. Opadłem na kolana z bezsilności.
- Proszę cię, Wiktorio. – Nic już nie odpowiedziała tylko odwróciła się do mnie plecami. – Wiktoria! – Krzyknąłem za nią, ale nawet się nie odwróciła. Wojtek spojrzał na mnie ze współczuciem i wyszedł za nią. Widziałem jak zatrzaskują się za nimi drzwi. Zawyłem z bólu, który ogarnął mnie na tę stratę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz